| Powrót do głównej | Kilka słów ... | Galeria artysty | Poezja |

 


Długo oczekiwana powieść "TĘTNO" już do nabycia w Wydawnictwie  MY Book.

 

Więcej informacji - kliknij na zdjęcie.

 

 

PRZENIKANIE

       ***

Na mojej łące

Nagi horyzont

Cień ptaka

Światło jak psalm

 

 

Lęk

 

Leczę słowem

Z kantyczki babci

Czekam tam gdzie miłość

Rozklejono na samotnych pniach

 

 

 

***

W tańcu nad rdzą ulicy

Ulotne dotknięcie stopy

Drżące ręce układały

Błękit nieba do zabawy

 

 

Czas

Nazywam go łżą życia

Ty odejściem

Nazywam go objawieniem

Ty nadzieją

 

 

Jeszcze o czasie

 

Oto Czas

Nagi bezwstydny

Jakby się nigdy nie golił

Nie umiał zewrzeć zacisnąć

Gonił i goni

S e k u n d y

Do grobu

 

***

 

Kalejdoskop

Pustego placu

Krzyk

C i s z a

   

Litania

 

(Wątpiącemu)

 

za pożądanie prawdy

za lęk do śmierci

za chwile samotności

za dziecinne wspomnienia

za dni zwątpienia

za pokutę

odpuść mi grzechy

Panie

 

***

 

Milczące drzewa

Obok chryzantemy

Ten popiół

To życie

 

   

Wiem że jesteś

 

Grażce

 

Rysuję Cię uczuciem

W palecie jaźni

Płochliwą zagubioną

Teraz wiem że jesteś

Na mojej łące

Ż y c i a

 

 

***

 

Czy lubisz kwiaty?

Spójrz one powoli odchodzą

Uczę się ich mowy,

Wierności do światła.

Uczę się ich spokoju

Jak cicho umierają

 

26/06.00

Le Graż

 

   

***

 

O świcie

Światło rysowało

Symbol Życia

Wieczorem odsunąłem firankę

Teraz światło

Rysuje tylko

Symbol okna

 

Memento vivere

 

Wpatrzony w światła lamp

Na pustej ulicy

Liczę ślady stóp

W szarej powierzchni bruku

One milczą

Tylko pierścień kałuży

Drga jeszcze blaskiem

Gasnących lamp

 

12/04/01

Le Graż

 

   

Furtka

 

Jesteś we mnie jak ból

W tej jedwabistej przestrzeni

Wiatr i Ty

Akordy czasu uderzają

Jak bicz nie tylko w duszę

A ja w furtce własnego życia

C z e k a m

 

 

 

***

 

samotny krzyk

monety brzęk

pukasz do drzwi

kalendarzem cierpień

 

27/06.00

Le Graż

   

***

 

W tej przestrzeni

gdzie stopa kaleczy

dziewicze łono ziemi,

krzyk jak kamień

uderza w twarz.

Takie miejsce na ziemi,

bez magów i drzew

zdziwionych płaczem,

będzie moim miejscem

 

12/03.00

Le Graż

 

***

 

One płoną

Odzyskaną barwą

Postrzępione liście nocy

Pieśń pustych łąk z wichury

Tęsknota

 

 

   

***

 

Znów piszę o wietrze

Roztańczonym świcie

Gdzie echo drzewom

Zabiera dźwięk

Zanurzony w łono wiosny

Układam kwiatom hymn

 

 

***

 

Obok milczących domów

Słowa spadające

Na pusty bruk

To szaleństwo

Pić wino

Kiedy pada deszcz

   

***

 

Pozwólcie marzyć

Odcieniami fioletów

Z zapachem macierzanki

Śpiew wilgi

Przywołuje deszcz

 

***

 

W tej przestrzeni

gdzie stopa kaleczy

dziewicze łono ziemi,

krzyk jak kamień

uderza w twarz.

Takie miejsce na ziemi,

bez magów i drzew

zdziwionych płaczem,

będzie moim miejscem

   
     
 

Rozmowa z ......

 

Porą deszczową

Ślady stóp drwią z geometrii

Rozmawiam z Tobą

O bzach

O rzece

Bez śpiewu i ryb

 

 

ZOFIA I DYMITR


 

 

Tracheotomia totalis

Do krainy milczenia
odchodzę z przystanków
pełnych dźwięków. Pozostaję
obok, by nasycić się do końca
tym, co jeszcze posiadam. Naiwnym
bywa, kto prosi o jałmużnę
słów. Tak naprawdę,
mój instrument dźwięku jest
we mnie. Obok pozostała
chrząstka, wyrzucona
poza krąg świadomości.
TRACHEOTOMIA TOTALIS –
mój synu. To początek tego,
czego jeszcze nie posiadasz.

                    LeGraż

                   1.03.99

 

Dymitr

                                ojcu

Z okrojonej
Żyletką czasu pamięci
Pozostał tylko kamforyczny ślad
Po małej muszli
Z filcowego kapelusza ojca

Nawet śpiew z niej uszedł
W płaj razem z nim
Idę po błękitnej drodze
W pustyni snu
Wypatrując konturów
Jego drobnej postaci

                                                                   2.05.99
  Legio Oleksa

O Doboszu Ołeksie
mówił ojciec – Hucół
mrużąc oczy. Bajał,
że z boru na Klewie
trapasz krótszy
na zbójecki hak.
Obok tak zwyczajnie,
Berdo z welonem
błękitu na dnie.
Legin Ołeksa miał dońkę,
kwiat na Czarnohorze.
Rozczołyny przed nim
otwierały swoje księgi tajemnic.
Teraz dla gazdy Wierchowiny,
duch gór rozpalił-
wielką watrę.
 

LeGraż 6.03.99


 

 

Zofia
 
            matce
 

 Chcę dotknąć Twoich
 drżących dłoni
 z siatką koronek
 rosą łąki uwięzionych.
 Chcę patrzeć w Twoje
 błyszczące oczy
 błękitem nieba okraszone.
 
 Podaj mi rękę-
 wyszeptałaś
 eterem łóżka szpitalnego.
 Przez szept dotarły
 do mnie słowa:
 Kocham cię synu.
 
 ...............................
 
 Na TEREPKOWIE
 w jasyr wzięli
 chryzantemy.
 
 
                                                               LeGraż 3.05.9

 
Pamięć

Na biurku z hostią
czasu w sobie powielam
pamięć matki
z różańcem dni
w dłoniach. Ojcu
przynoszę pocięgiel*
z hatem pełnym ryb.
W sobie oprawiam pamięć
w tęczowe ramy
aby przetrwała
poza mój byt.


                                                               6.05.99
 
Poranek

Lustro skib jeszcze
w końskim oddechu.
Pod Żukowem tańczy sowa
mocząc skrzydła w kroplach nocy.
Jestem w tym pejzażu
prowadząc psa na smyczy
czasu, który obok.
Tak rytmicznie co dnia
odmierzam tą przestrzeń
z nowym tętnem
Przez otwarte okno pracowni
wlewa się powietrze,
tnąc porannym chłodem
pustą krtań.

                                           6.05.99
 
Ziemia pamięta

Modlitwy ich, ponad
jury, strumienie,
ponad butyń  i hajno .
Uchodzą w utracone krainy.
One tam, samotne,
w upokorzonej ziemi,
w pacierzu, który został
na ustach wypędzonych.
Matko! dlaczego płaczesz?
Ziemia zapamięta dotyk
twoich stóp z cierniami.


                                                           LeGraż 9.05.99
 
Fartuszek z zapachem ogórków

Przyszli z rosą
na podkutych butach
Z imieniem Boga
wtłoczonego w aluminiowe kuple
Matka ukryła mnie w fartuszku
z zapachem ogórków
Pamiętam pochylone plecy ojca
w drzwiach z szarą taflą nieba

.................................................

Powrócił w czterdziestym szóstym
Drzwi z szarą taflą nieba
już nie było

                                            LeGraż 19.05.99
 
Spotkanie przy Dworze Artusa

Był świt, kiedy dotykałem
chłodnej stopy Neptuna.
Milczący władca mórz
pozwolił na taką poufałość,
odwrócony w pustą przestrzeń
ulicy, po której tramwaj
ósemka rozcinał poranną ciszę.
U stóp żurawia  - Motława
(Moje spotkanie z tym miastem wyznaczył Joseph Conrad, trochę
kapryśny los).
Przy złotej bramie – ślepiec
w szarym szynelu
cicho grał na skrzypcach.
A obok, na pochylni stoczni,
negliżujący łoskot -
pneumatycznych młotków.

                                                       LeGraż 19.05. 99

 
Zagórski Akropol

Złoto świtu
przelewa się w kielich dnia.
Tampon mgły
nad lustrem bystrej rzeki.
Ponad tym co żyje, wyrastają
postrzępione, błękitno szare mury.
Obok falujący tłum: olch, brzóz
i bzów dzikich. Szponami korzeni
rozdziera milczące kamienie
z wyrytymi inicjałami czasu
na swych grzbietach. W tym miejscu
moje chłopięce stopy dotykały ziemi
na której Franciszek Stadnicki-
chorąży wielki koronny – wojewoda
wołyński, fundował zagórski akropol.
A rzeka? W ciąż milczy -
śniąc o sławie.

                                                     7.06.99
 
Lampa z fiszbinami światła

Jest późny wieczór...
Na stole lampa z fiszbinami
światła w kloszu.
Obok na krześle
z firmy Thonet w Wiedniu
matka z szydełkiem
w zapachu nafty
wiąże w słupki jedwabną nić.
Przy lampie kompotierka
z miśnieńskiej porcelany,
pełna babcinej konfitury.
W tym obrazie z uciekającej
pamięci, brakuje:
starego zegara z porcelanowym
wahadłem i taboretu ojca
z futrzaną poduszką.

                                                      LeGraż 7.06.99

 

Wiersz z zapachem ryb

 

Wieczorami z babcią Marią

i praciocią Teklą

graliśmy w kiksa.

Najczęściej przegrywałem

z dostojnymi damami, otrzymując kilka kotów.

Kiedy świtem od Osławy

wiatr przynosił zapach ryb, szykowałem wędkę.

Kij z leszczyny, haczyk

ze szpilki i dratew ojca.

W słoiku kilka koników polnych,
czasem chrabąszcze. Brzany

i jelce brały obficie.

 

LeGraż 7.06.99